Innerdalstårnet 1452 m n.p.m. – Norwegia
Przyjeżdżając do pracy w Norwegii, wiedziałem, że w internecie muszą istnieć jakieś ciekawe strony o górach, ponieważ kraj jest bardzo górzysty. Szukając, znajdowałem różne strony, ale nie do końca mi odpowiadały. Mieszkając wtedy w Oslo, natrafiłem na przykład na stronę „500 gór Rogalandu” w tłumaczeniu na język polski. Była to fajna strona, ale do położonego na zachodzie Rogalandu, i to do jego granic, miałem około 300 km w jedną stronę. W końcu znalazłem niestety nieistniejący już World Wide Vikings – blog i portal podróżniczy założony przez grupę norweskich miłośników gór i wspinaczki, którzy dokumentowali swoje wyprawy po Norwegii. Skupiali się na najwyższych szczytach gmin, których było 430, najwyższych szczytach wysp morskich mających co najmniej 100 m n.p.m., a także na najwyższych szczytach krajów. Były tam również najwyższe szczyty województw (fylke) oraz kontynentów. Na stronie zarejestrowanych było kilkaset osób i sądząc po ich nickach, byłem chyba jedynym obcokrajowcem. Strona była po norwesku, co w tamtych czasach, bez Google Tłumacza, czyniło ją dość hermetyczną dla osób nieznających tego języka przynajmniej w stopniu komunikatywnym. Pisałem raporty po norwesku, ale Norwegowie z pracy sprawdzali je i korygowali. Chyba tylko naczelny dyrektor nigdy mi ich nie sprawdzał, ale za to zawsze, gdy mnie zobaczył, nie pytał, co zrobiłem, tylko gdzie znowu byłem na wycieczce. Zdobycie wszystkich najwyższych szczytów gmin jest bardzo trudne. Są wzniesienia bardzo łatwe do wejścia, ale nawet do nich często trzeba daleko jechać, co wiąże się z dużymi kosztami. Są też szczyty trudne, do których trzeba pokonać lodowce, ekspozycje oraz wspinać się z użyciem liny, często w arktycznych warunkach pogodowych i daleko od miejsca, do którego można dojechać. Przykładem jest Store Skagastølstind (gmina Luster) – 2405 m n.p.m., ikona norweskiego alpinizmu. W Norwegii mówi się, że „kto zdobył Store Skagastølstind, ten już nie jest turystą”. Według mojej wiedzy tylko czterem osobom udało się zdobyć wszystkie 430 szczytów, w tym jednej kobiecie. W 2010 roku dostałem zaproszenie na spotkanie osób zarejestrowanych na WWV. Miało się ono odbyć w jednej z najpiękniejszych norweskich dolin – Innerdalen. Po przyjeździe do schroniska Innerdalshytta każdy z uczestników dostawał wizytówkę ze swoim imieniem, ale moją dopiero wypisywano na miejscu, gdy wytłumaczyłem, jak zapisać moje imię. Byłem zalogowany jako Zdzisek64, a to imię w krajach zachodnich jest bardzo trudne do wymówienia. Problem sprawia połączenie liter z i dz, którego nie mają, na przykład z imieniem Grzegorz, wymawianym jako Gregor. Nawet z urzędów dostawałem czasem pisma zaadresowane do „Zodzislaw”, bo jak mogą istnieć trzy spółgłoski obok siebie. Wszystko przez dwuznak spółgłoskowy dz. Na spotkanie przyjechało około 30 osób z różnych regionów Norwegii. Właściwie wszyscy znaliśmy się ze zdjęć zamieszczanych na stronie WWV. Były tam osoby z dużymi osiągnięciami górskimi, w tym trójka późniejszych zdobywców wszystkich najwyższych szczytów gmin (Inger Lise, Otto i Johan) oraz tacy jak Petter i Lars, którzy byli na najwyższych szczytach w ponad 80 krajach. Jeszcze tego samego dnia odbyła się prelekcja jednego z uczestników, który właśnie wrócił po zdobyciu Everestu. Na drugi dzień czekała nas duża niespodzianka. Zorganizowano nam wejście na Innerdalstårnet – szczyt znany również jako Wieża Innerdalen lub norweski Matterhorn. Wyruszając ze schroniska położonego na wysokości 410 m, przeszliśmy przez mostek nad rzeką, a następnie szliśmy ścieżką wzdłuż potoku Fluo, najpierw przez las, a później wyżej, przez teren z coraz uboższą roślinnością, aż do położonego na wysokości 731 m jeziora Storvatnet, gdzie zrobiliśmy krótką przerwę. Stąd zaczęliśmy wspinaczkę stromym żlebem Tårnskaret, pomiędzy Innerdalstårnet a Tårnfjellet. Ostatnie podejście na szczyt ze żlebu wymagało pokonania 150 metrów przewyższenia. W sumie wejście było łatwiejsze, niż wyglądało z dołu, choć trzeba było uważać na luźne kamienie. Na szczycie stoi duży kopiec kamieni. Tego dnia świeciło słońce, więc widoki były bardzo rozległe. Wszyscy uczestnicy dotarli na szczyt. Pokonany dystans w dwie strony wyniósł około 9,5 km.



































